piątek, 13 lipca 2018

Sześć lat.

Cześć.

Znowu nie było mnie kawał czasu, a w trakcie mojej nieobecności blog skończył 6 lat. W tym roku zataczamy koło, ponieważ SE założone zostało w piątek trzynastego - dziś ponownie mamy piątek, również trzynastego, również lipca.
W trakcie ostatniego roku zdążyłam pójść do liceum, zmienić profil oraz plany na życie, spełnić kilka mniejszych marzeń, tych modelowych i niemodelowych, a jeśli o tych typowo kolekcjonerskich mowa, zdobyłam swoje dwie upragnione perełki.

Zacznę może od pierwszej. Model poszukiwany przeze mnie 5-6 lat, wiszący na mojej wishliście od kiedy pamiętam.


Breyer Traditional Sato. 

Ten, kto zna mnie nieco lepiej wie, ile gadałam na jego temat i jak bardzo niekompletna była moja kolekcja bez niego. Po tylu latach zdobycie go wydawało mi się niemal niemożliwe. A jednak - w grudniu przygalopował do mnie w trakcie Cavaliady wraz z Magdą The Black Horse&Winged Panther oraz kilkoma innymi Grzybkami.



No właśnie, inni kolekcjonerzy. W ciągu tego roku dostrzegłam jak bardzo to środowisko się zmieniło. Nikogo nie dziwi już obecność Breyera na półce. Nikogo nie zachwycają amatorskie próby robienia customów. Tackmakerów mamy od groma. Na licznie pojawiających się grupach na Facebooku (które z resztą wypierają fora) coraz częściej widzimy ARki. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo cieszy mnie rozwój hobby w Polsce, więcej i więcej osób przestaje widzieć w nim "plastikowe koniki". Martwią mnie jedynie podziały - na tych "od Schleichów", na tych "którzy zbierają tylko Breyery", na lepszych i gorszych w zależności od posiadanych obiektów kolekcji. A to przecież wcale nie powinno tak wyglądać. Każdy ma prawo do zbierania takich modeli, które najbardziej podobają się właśnie JEMU, niezależnie od ceny czy marki, prawda?

Jak już tak pomarudziłam, muszę bardzo podziękować wszystkim świetnym osobom, które poznałam dzięki wspólnemu hobby. Z roku na rok poznaję "na żywo" kolejnych blogerów, customizerów czy po prostu zbieraczy. Kilka dni temu wróciłam z Warszawy, w której po raz kolejny gościła mnie Maja z My Figurines' Tiny World, a po raz pierwszy spotkałam się z Zuzią z Strawberry Pony Studios.


No, ale wspomniałam o jeszcze jednym modelu. Początkowo planowałam trzymać go w tajemnicy, dopóki nie będzie w pełni gotowy, jednak czas oddania go "na robotę" wydłużał się i wydłużał, a ja nie chcę już utrzymywać go w tajemnicy.


Artist Resin Akhal Teke 2 - autorstwa Brigitte Eberl


Pozwólcie, że zdecydowanie więcej napiszę o nim, gdy faktycznie będzie gotowy, dostanie swój własny post. Co do postów - niestety nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze tu zagląda. Mimo wszystko stale aktualizuję zakładki i planuję jakieś posty. Może niezbyt regularne, ale chcę pisać, nawet sama dla siebie. Ten blog jest dla mnie cenną pamiątką i swojego rodzaju dokumentacją kolekcji. 

Mimo wszystko, dziś Schleich Emci obchodzi szóste urodziny. A ja jestem dumna, że od tylu lat ciągnie się ten mały blog w internecie. 


Przez te lata zmieniło się tyle, a ja wciąż czuję, że nie zmieniło się nic.

Wszystkiego najlepszego dla nas wszystkich.

Dziękuję, że jesteście.

Noemi.

sobota, 23 września 2017

Wyjątkowy prezent

Hej!

Dziś przychodzę do Was z opisem kolejnego Breyera z mojej kolekcji. Wiąże się z nią nietypowa historia, ale zacznijmy od początku.

Znam pewnego wyjątkowego człowieka. Posiada on ogromną wiedzę na wiele tematów, a rozmowy z nim są zawsze ciekawe. Cóż, nie można poddawać tej wiedzy po wątpliwość - w zeszłym roku ukończył on trwający 16 lat proces nowego tłumaczenia Biblii, co zobowiązuje do znajomości języków jak grecki, aramejski oraz hebrajski.

Zaraziłam owego człowieka pasją modelową. Posiada obecnie dwa Breyery Traditional - Valegro oraz bohaterkę dzisiejszego posta. Pojawia się na Schleich Emci ze względu na to, że i u mnie zawitała, za sprawą tego samego człowieka. W październiku zeszłego roku dostałam ją w prezencie.

Panie, i panowie, przedstawiam Shai - Breyer Traditional Rhapsody in Black.

Model wyjątkowy, przepiękny, ale i zaskakująco wymagający podczas sesji zdjęciowych.


Rzeźba przedstawia klacz arabską w kłusie. Mold to "Trotting Arabian Girl" dłuta Brigitte Eberl, wybitnej artystki, znanej z wielu pięknych modeli żywicznych. Odsyłam do jej strony: klik


Pierwowzorem była jej rzeźba z brązu, Mascha. Link do zdjęcia znajdziecie pod koniec posta, w podsumowaniu.


Bardzo popularnymi modelami (do pojawienia się Rhapsody jedynymi) na tym moldzie była seria "Weather Girl", czyli Pogodynki. Capricorn na swoim blogu opisała je, więc pozwolę sobie po prostu ją zacytować.
"Klacz została wyrzeźbiona przez Brigitte Eberl i po raz pierwszy pojawiła się w sprzedaży w roku 2011. Wtedy można było zakupić ten model w 3 różnych malowaniach. Były to:

  • dark grey Thunderstorm 1462 (ciemnosiwa o Burza),
  • palomino Sunny 1463 (izabelowata Słoneczna),
  • grey dappled pinto Partly Cloudy 1464 (jabłkowo-siwo-srokata Częściowo Pochmurna).



Po zakupie wszystkich modeli wysyłało się kupon (jeśli dobrze wiem) i można było dostać losowo jeden z trzech modeli o imieniu Tęcza (jeden numer katalogowy 1465):

  • pintaloosa Rainbow (tarantowata Tęcza),
  • pintaloosa GLOSS Rainbow (tarantowata Tęcza wersja błyszcząca),
  • translucent rainbow Rainbow (tęczowa przezroczysta Tęcza)."
Oryginalny tekst znajdziecie w tej notce: klik


W 2016 pojawiła się wyczekiwana przez wielu kolekcjonerów dostępna w Polsce Rhapsody - "pogodowe" siostry były zdecydowanie trudne do zdobycia i niewiele egzemplarzy zdobi półki polskich kolekcjonerów.


Nie można jej odmówić realizmu. Posiada wiele detali, jak żyłki, kasztany, strzałki kopytowe, czy nawet zmarszczki w pysku.


Klacz jest prawie całkowicie kara, pomalowana jednolitą czarną, matową farbą. wyjątki to gwiazdka na czole, mała plamka na chrapach oraz odmiana na przedniej nodze.


Posiada ona charakterystyczny dla swej rasy szczupaczy profil pyska oraz ogon noszony wysoko.


Mimo, że nie przepadam za końmi tej rasy, jestem w Shai totalnie zakochana. Potrafię godzinami patrzeć się na nią na półce. Niestety, przez swoją jednolitą, czarną barwę na wielu zdjęciach wychodzi kiepsko i pierwsze jej zdjęcia, z których jestem zadowolona, są z sierpnia (czyli żadne nie udały mi się przez 10 miesięcy posiadania jej...).


Wiem, że część modeli na tym moldzie jest niestabilna i się przewraca. Na szczęście mój egzemplarz oszczędził mi takie przygody.


No dobrze, ale dlaczego ten model nazywa się Rhapsody?

Rhapsody in Black
źródło

Jest to portret klaczy arabskiej o imieniu Rhapsody in Black, urodzonej w 1994 roku. 

Rhapsody in Black
źródło

Została ona wyhodowana w Egipcie.

Rhapsody in Black - Full Size
źródło

Odnosi sukcesy na wystawach. Dwukrotnie otrzymała tytuł Egyptian Event Leading Dam of Winners.

Znalezione obrazy dla zapytania rhapsody in black horse
źródło
Jej źrebaki również odnoszą wiele skucesów. Gdyby ktoś był zainteresowany, tu więcej o nich: klik

Jeśli jesteśmy już w temacie koni arabskich, pokażę Wam zdjęcie, które kilka dni temu obiegła końską część Facebooka. 

Zdjęcie użytkownika Pure Arabian Horses.
źródło

Chodzi tu oczywiście o to, jak mocno wklęsły pysk ma źrebak na zdjęciu. Co o tym sądzicie? Czy to już nie przesada? Czy niedługo z końmi czystej krwi arabskiej stanie się to samo, co z mopsami, czyli wygląd będzie ważniejszy niż choroby, które się z tym wiążą? Cóż, fanką szczupaczych pysków zupełnie nie jestem, natomiast może ktoś ma inne zdanie. 


Czy polecam model? Absolutnie tak. Nawet, jeśli nie przepadacie za tą rasą. To naprawdę arcydzieło. Przywodzi mi na myśl kroplę atramentu.

Od dłuższego czasu mam też dwa piękne ogłowia od Mai z My Figurines' Tiny World. Koniecznie zerknijcie do niej, tworzy prawdziwe cudeńka! Shai wygląda w nich cudownie.





PODSUMOWANIE

Mold: Trotting Arabian Mare/Weather Girl 
Model: Breyer Rhapsody in Black 
Autor rzeźby: Brigitte Eberl
Pierwsze wydanie moldu: klik 2011 r.
Maść: kara
Pierwowzór: Rhapsody in Black

Post, z którego zaczerpnęłam informacje o Pogodynkach: klik

Pozdrawiam,
Noemi

PS Jeszcze raz bardzo dziękuję za Rapsodię. 

środa, 9 sierpnia 2017

Moja przygoda z kolekcjonowaniem

Hej!

Przybywam, po małej przerwie spowodowanej długim wyjazdem, z resztą w tym tygodniu szykuje mi się kolejny :) 
Ostatnio pomyślałam sobie, że w sumie nigdy nie pisałam notek, w których po prostu bym do Was pogadała. Nie było notek, w których poopowiadałabym Wam o podstawach, bo jak inaczej mogłabym nazwać opowieść o początkach mojego kolekcjonerstwa? 

Okej, wszyscy już siedzą? Tak? Okej, weźcie coś do picia... Nie macie? Chwilka... Przepraszam, można prosić o dziesięć kubków herbaty? Dobrze, dziękuję. Już? No dobra, to zaczynamy.

W żywych koniach zakochana jestem od wakacji 2008, kiedy to (w dużym skrócie) podczas mojego pobytu w Irlandii, okazało się, że tuż przy domku, w którym mieszkaliśmy znajdowało się pastwisko, na którym mieszkała klacz ze źrebakiem. Pewnego dnia spotkaliśmy ich właściciela i dowiedzieliśmy się, że klacz nazywała się Rozeta, a źrebak jeszcze nie ma imienia. Nazwaliśmy go Cukierek.



Uwaga, uwaga, drodzy Państwo, przed Wami 7-letnia Noemi z Rozetą! :D 

(nie wierzę, że publikuję to zdjęcie :'))

Na urodziny w 2008 roku dostawałam od koleżanek, które wiedziały o moich nowych zainteresowaniach, głównie końskie prezenty. Tak też było z moją najlepszą przyjaciółką, z którą z resztą mam kontakt do teraz (i nic się nie zmieniło, wiem, że wiesz, że to o Tobie <3). Dzięki niej rozpoczęło się to wszystko. Moimi pierwszymi dwoma modelami, które od niej tego dnia dostałam, są roczniak szwarcwaldzki i źrebak hanowerski ze Schleich. Nie wiedziałam jeszcze, jakiej rasy są owe modele, ale uznałam je za Rozetę i Cukierka. Zostały więc mamą kucyk ze źrebakiem i otrzymały imiona Molly oraz Cukierek. 




Następnie, jeszcze w tym samym tygodniu razem z mamą udałyśmy się do sklepu z zabawkami, gdzie nabyłam mój trzeci model, ogiera TWH ze Schleich. Dostał imię Spartan i dołączył do kolekcji jako tata Cukierka i "mąż" Molly. Myślę, że po tym zdaniu domyślacie się, że początkowo modele były dla mnie po prostu zabawkami. Tworzyłam rodzinki, nadawałam imiona, wymyślałam charaktery, historie. Wtedy też nabyłam mój pierwszy katalog, już na rok 2009, który mam do teraz! Co prawda jest bardzo, bardzo zmęczony życiem i rozlatuje się, ale jest! :D




Następnie modele przybywały, wciąż jako zabawki. Budowałam stajnie z kartonów, dokupywałam ludziki, akcesoria, żeby zabawa była kompletna. Każde moje oszczędności szły na nową figurkę.




Po dłuższym czasie takiej zabawy, no cóż, przestało mi to wystarczać. Od zawsze chyba po prostu siedziała we mnie ta chęć tworzenia, pisania, dzielenia się cząstką mnie ze światem. Nie wiedziałam jednak jeszcze, jak mogłabym to realizować.



Pewnego wieczora, szukając zdjęć stajni Schleich, przypadkiem trafiłam na pierwszego w życiu bloga, właśnie o modelach. Był to blog Bazik, która niestety już nie pisze, dokładnie ta notka <3 To jej kącik w internecie wprowadził mnie w cały ten świat, z zachwytem odkrywałam inne blogi osób jak Karo czy Maja.  




Dłuuuugo namawiałam tatę na własnego bloga. Na początku był przeciwny, jednak w końcu zgodził się - widział, że bardzo mi zależy. Pamiętam jego słowa: "Dobrze, ale pod warunkiem, że Twój blog będzie miał coś wyjątkowego, co będzie go odróżniało od wszystkich blogów na świecie i przyciągało czytelników". Czy tak jest? Pozostawię to pytanie Wam :) Jednak, może i coś w tym jest, w końcu prowadzony jest przeze mnie, a tak beznadziejnego autora bloga nie znajdziecie nigdzie! :D 





Lata mijały, a ja zaczęłam fotografować. Początkowo fatalne zdjęcia, z czasem nabierały sensu, a zabawa w pstrykanie zaczęła być dla mnie coraz ważniejsza. Przy okazji, gdybyście chcieli zobaczyć, jak sobie teraz radzę z moim nowym aparatem, Billem (tak, nadaję moim rzeczom imiona :D), wpadnijcie tu, na mojego Instagrama. Za to poniżej jedno z pierwszych moich zdjęć :')


Mijały dalsze lata. Rosła kolekcja, rosłam ja. Poznałam kilka osób piszących blogi, zaczęłam zbierać modele innych firm, jak Breyer, Collecta, Mojo czy Papo. Wreszcie zaczęłam je traktować poważnie, jak prawdziwą kolekcję. W 2015 roku, przy okazji remontu mojego pokoju, dostały swoje zasłużone półki, gdzie dumnie stoją do dziś. Szczegółowy post o niej powstanie na pewno, kiedy już wrócę z wyjazdu, wykąpię modele i zrobię im zdjęcia. 




I wiecie co? Po tym wszystkim wciąż siedzi we mnie ta radość z każdego pojedynczego modelu. Mam do nich ogromny sentyment i w 99% modele, które trafiły do mojej kolekcji, nigdy jej nie opuszczają. Każdy ma swoje imię. W każdym widzę charakter. Każdy jest piękny na swój sposób. Pamiętam, w jakiej kolejności do mnie przebywały i w takiej też kolejności stoją na półkach. 
Kocham moje hobby, po prostu.

(ja wiem, dobrze to ja tu nie wyglądam, ale to chyba jedyne moje zdjęcie z modelem, sooo :'D nie komentujmy tego, co się tu dzieje...)

Ja już powoli zmykam, bo późna godzina. Dziś było krótko, ale mam nadzieję, że chociaż trochę umiliłam Wam dzień. Koniecznie dajcie mi znać, czy taka forma notek Wam odpowiada, ponieważ planuję inne z tej serii, np. o fotografii, customach, tacku i tak dalej. Jeśli macie jakieś pomysły, dajcie znać w komentarzach! Widzimy się po moim wyjeździe, mam nadzieję, że wrócę z niego wypoczęta, z wieloma pomysłami i zdjęciami!

Pozdrawiam (i jeśli czytacie to tak późno, jak ja piszę tą notkę, to dobranoc!),
Noemi



czwartek, 13 lipca 2017

Pół dekady

Hej, cześć, dzień dobry, powinnam w zasadzie napisać - dobry wieczór.

Życie jest zupełnie niespodziewane, a ilość rzeczy, która spotkała mnie przez ten rok przechodzi moje pojęcie. Trzeba było ustalić priorytety i niestety, blog został zepchnięty nie tyle, że na drugi, co na piąty plan. Tak więc obrastał sobie kurzem przez ten rok i jedyne co się zmieniało, to zakładki, chociaż je starałam się uzupełniać.
Jednak jestem bardzo sentymentalna i taka okazja nie mogła przejść niezauważenie.

Schleich Emci kończy dziś 5 lat.

*dźwięk trąbki urodzinowej :')*

Nawet nie wiecie, jakim zaszczytem zawsze było dla mnie pisanie tutaj. Po części wychowałam się tu, blog dorastał i zmieniał się razem ze mną, od infantylnej czwartoklasistki, aż po wycofaną licealistkę. I wiecie co?

To nie koniec.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, w sierpniu będę miała niesamowitą okazję i zaszczyt, by... Jeszcze nic nie zdradzam :P Jednak z pewnością przywróci to do żywych bloga.

Poza tym, nie ukrywam, ogromnie brakowało mi tego miejsca, pisania notek, publikowania zdjęć, bycia częścią tej społeczności. Także będę wracać, może nieudolnie, może powolutku, ale wracać.

Pozostaje najważniejsze pytanie.

Jesteście tu jeszcze?

Jeśli ktokolwiek tu jest i chciałby jakoś świętować tą okrągłą datę, proszę, odezwijcie się.
To wyjątkowa rocznica i chciałabym ją jakoś uczcić, ale bez Was nie da rady.

Kocham Was wszystkich i obiecuję, że postaram się wreszcie ożywić to miejsce <3

Pozdrawiam,
Noemi

PS Powinny się tu pojawić też jakieś statystyki, ale wiecie co? Co nam po statystykach. Ważniejsze jest to, ile osób faktycznie lubi to miejsce. Ja je lubię :)

czwartek, 14 lipca 2016

1,2,3...4

Hej!

Wczoraj był pewien wyjątkowy dzień.
13 lipca.

W piątek 13 lipca 2012 roku, późnym wieczorem, po godzinach wybierania wyglądu oraz nazwy, w internecie pojawił się nowy adres strony.

schleichemci.blogspot.com

Jeśli posiadacie podstawowe umiejętności liczenia oraz kalendarz możecie zauważyć, że wczoraj minęły 4 lata.

4 lata tego bloga.

Na zdjęciu Rocky, do którego przekonałam się dopiero na tej sesji zdjęciowej
Szybko zleciało, prawda? Jeszcze przed chwilą pisałam posta o trzech latkach SE, a tu minął kolejny rok!

Podczas tych 1461 dni odwiedziliście Schleich Emci 61 107 razy ( licznik nie bierze pod uwagę moich wejść na stronę ). Może na tle innych blogów to mało, jednak dla mnie stanowi to niewyobrażalną liczbę! Napisaliście 1377 komentarzy, ja z kolei napisałam 97 notek ( część starszych wpisów została usunięta, to liczba aktualnie znajdujących się na stronie ), mój blog odwiedzały osoby ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Rosji, Francji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii, Chin, Brazylii oraz Holandii, we wszystkich przypadkach w liczbie tysięcy bądź setek, wielokrotnie robiłam długie przerwy w pisaniu, poznałam mnóstwo cudownych ludzi, przybyło mi koło 170 modeli, nauczyłam się fotografować i wciąż pogłębiam swą wiedzę. Zmieniłam styl pisania, wygląd bloga, nick, profil kolekcji. Ten blog dorasta wraz ze mną. Nieraz chciałam to rzucić. Jednak nie zrobiłam tego i mam nadzieję, że za rok zobaczymy się w tym samym miejscu, świętując jubileuszowe pół dekady <3

Niestety, jakoś zawsze 13 lipca wypada podczas mojego wyjazdu na wakacje. Nie inaczej było także w tym roku, dlatego planowane przeze mnie Candy lub konkurs ( co do tego muszę się jeszcze namyśleć ) będzie musiało się odbyć, kiedy wrócę.
Tymczasem jednak powspominajmy! Wspominki będą przeplatane fotkami ze Szwecji, z obecnego wyjazdu.


13 lipca 2012 opublikowałam na blogu pierwszą notkę ( aż mi wstyd dawać tego linka... kiedyś było się głupim i dziecinnym.. :) )


3 listopada 2012 opublikowałam na blogu po raz pierwszy sesję zdjęciową ( w sumie pierwszy raz pokazałam zdjęcia mojego autorstwa ). Niestety, przez moją wspaniałą zdolność używania mózgu ( achh, ta ironia ) już jej nie zobaczycie, tak jak większość zdjęć tego bloga... < mogę tylko powiedzieć, że ta pierwsza sesja to była tragedia > Internetowa świeczka dla poległych pikseli [*]


Moje kochane Samurajątko <3
9 marca 2013 roku razem z rodzicami wyruszyłam na warszawski Torwar, na Cavaliadę.
Tego dnia zakupiłam swojego pierwszego Breyera - Ravela, a także uczestniczyłam w moim pierwszym spotkaniu z inną blogerką. Była to Karo ( obecnie pisząca jako Cari ) oraz, przy okazji, towarzysząca jej Maja, która niestety od kilku lat nie pisze.

Król Ravel, pierwszy z pierwszych :)

24 marca 2013 założyłam drugiego bloga - Słoneczko na kopytach ( gdzie ja miałam mózg, gdzie ja miałam mózg..? ), który < na szczęście > szybko padł.


13 lipca 2013 wybił pierwszy rok bloga, z którego okazji zorganizowałam losowanie oraz tzw. tydzień bloga.


7 grudnia 2013, na poznańskiej Cavaliadzie poznałam Aredhel . Biedna, biedna Hania, musiała znosić mnie z tamtych czasów... xD Potem spotykałyśmy się jeszcze wielokrotnie. Swoją drogą, trzeba się zobaczyć milohdzie! < tropikiiii >


23 kwietnia 2014 przybył do mnie mój drugi Breyer - Charlotte ( vel Stefan - Kari, pamiętasz? <3 )


13 lipca 2014 blog obchodził 2 urodziny. Z tej okazji planowałam zrobić film, jednak powstał tylko " zwiastun "


6 grudnia 2014 razem z Aredhel wybrałyśmy się na kolejną edycję poznańskiej Cavaliady, gdzie kompletnie przypadkowo ( dłuuga historia ) poznałyśmy Cath :) Niestety, znalazłyśmy się dopiero przed samym naszym wyjściem z Cavaliady, więc nie zdążyłyśmy porozmawiać.


13 lipca 2015 blog obchodził 3 urodziny. Z tej okazji zorganizowałam Candy, dzięki któremu, jak się później okazało rozpoczęła się moja przyjaźń z Mają :)

Tu coś niefigurkowego, za to końskiego. Moja główna modelka w Szwecji, cob irlandzki Åsta, na której miałam przyjemność jeździć w zeszłym roku. Zwróciła moją uwagę przez swoje " wąsy " na chrapkach :D
12 grudnia 2015, znów na Cavaliadzie, poznałam swoją wierną czytelniczkę, Olę oraz po raz pierwszy udało mi się wreszcie spotkać z Marą ( kiedyś Carmen ) <3 Jeszcze nie w naszym pełnym, trzyosobowym gronie, ale..

Kopytka Rocky'ego
...9 kwietnia 2016 udało nam się zobaczyć w całym składzie! Kari i Mara przyjechały do Poznania na Pyrkon <3

Tu kończy się przygoda tego bloga do tej pory, ponieważ kolejne wydarzenia dopiero nadejdą. Prawdopodobnie niedługo zobaczę się z Mają z Tiny Figurines World, w międzyczasie poznałam też i mam przyjemność rozmawiać z Malią, być może kiedyś również się zobaczymy :)


Cóż, patrząc na to wszystko mogę powiedzieć ( napisać ) tylko jedno...

DZIĘKUJĘ <3

Jesteście niesamowici :) 

Jak już wspominałam, Candy bądź konkurs pojawi się po moim powrocie, tymczasem mówię wam do zobaczenia <3 W przyszłym roku staniemy przed pięcioleciem i za to trzymajmy kciuki :)

Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję Wam wszystkim <3  

Noemi



PS Notka mimo najszczerszych chęci ukazuje się dziś, 14 lipca przez problemy z internetem za granicą. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to wielki problem. Przepraszam :(